Hala Boracza to malowniczo położona hala w Beskidzie Żywieckim. Może stanowić cel łatwej wycieczki. Może również być miejscem odpoczynku podczas całodziennej wędrówki po górach, bo tutaj krzyżują się szlaki. Schronisko na Hali Boraczej słynie z jagodzianek, więc to dobra motywacja, by wybrać się na wycieczkę. My ruszyliśmy na Halę Boraczą z Milówki, a zeszliśmy do Węgierskiej Górki. I da się bez samochodu, tylko rozkład jazdy motywuje, by sprawnie wędrować i zdążyć na pociąg do domu.
Szlak Milówka – Hala Boracza
Do Milówki przyjechaliśmy pociągiem. Bezpośredni dojazd Kolejami Śląskimi z Katowic i Bielska-Białej. Z Krakowa dojazd przyzwoity, ale z przesiadką. My wybraliśmy połączenie z przesiadką w Czechowicach-Dziedzicach, które stały się ostatnio znakomitym punktem przesiadkowym.
Z Milówki na Halę Boraczą prowadzi od stacji PKP zielony szlak. Szacowany czas przejścia: 2 h 20 minut, dystans 6,9 km.
Idziemy początkowo ulicą Jagiellońską i skręcamy w ulicę Turystyczną. Teraz droga już cały prowadzi łagodnie, ale systematycznie w górę. Spory odcinek asfaltem, ale ruch niewielki, bo tędy jest dojazd tylko do domów mieszkańców i kilku niewielkich pensjonatów. Mijamy po drodze także urocze krówki.
Po jakimś czasie domów coraz mniej, a szlak prowadzi wzdłuż Milowskiego Potoku. Przyjemnie szumi woda, kilka kaskad na potoku.
Asfalt wreszcie się kończy. Po chwili przechodzimy przez most.
Za mostem szlak zaczyna już wyraźnie piąć się w górę, ale nic szczególnie męczącego.

Gdzie zaparkować
Jeśli wybierasz się samochodem, to w tym miejscu, gdzie kończy się asfalt, da się zaparkować. Miejsc jest zaledwie kilka. Jedynie w rejonie pastwiska dla krów, była jeszcze jedna zatoczka po prawej stronie, w której dałoby się zaparkować.
Hala Boracza – chwila relaksu
Ruch przy schronisku spory, bo jak to przy schroniskach, ludzie docierają tutaj z różnych punktów startowych, a sława jagodzianek przyciąga smakoszy. Trafiliśmy na sporą kolejkę do bufetu, ale dla tych jagodzianek warto było postać. Nie jakiś dżem jagodowy w środku, tylko całe owoce.
Udało nam się zamówić jagodzianki bez cukru pudru. Czyli się da;-) Trafiliśmy idealnie, bo jeszcze cieplutkie były.
Na Hali Boraczej można zrobić sobie zdjęcie na gigantycznej ławce.
Z Hali Boraczej do Węgierskiej Górki
Jako że do Krakowa planowaliśmy wrócić jeszcze w tym samym dniu pociągiem, Jarek wybrał szlak do stacji PKP w Węgierskiej Górce. I najważniejsze – ruch niewielki na szlaku, a trasa miejscami niezwykle malownicza.
Najpierw niebieskim szlakiem do wsi Żabnica. Kolejne ok.6 km, szacowany czas przejścia 2h 15 minut.
Początkowo tylko szlak odrobinę pod górę, bo Hala Boracza znajduje się na wysokości ok. 860 metrów n.p.m., ale podejście tak łagodnie, że nie stanowi żadnego wyzwania. I do tego znakomity punkt tego widokowy.
Na odcinku do szczytu oznaczonego jako Prusów (1010 m n.p.m., ok. 3 km od schroniska w kierunku Żabnicy) jeszcze minęło nas kilka osób, ktoś siedział na polanie, a później już tylko w dużych odstępach czasu z kimś mijaliśmy się na szlaku. Nawet jedna pani nas wyprzedziła. Tak wędrować to my lubimy.
Za polaną od Prusów już praktycznie cały czas w dół, więc naprawdę bardzo przyjemny szlak. Droga szeroka, nie trzeba przedzierać się przez krzaki itp.
Widoki przepiękne, a ten zwłaszcza nam przypadł do gustu.
Dopiero ostatni fragment, tuż przez Żabnicą przez gęsty, ciemny las, ale ścieżka dobrze widoczna. W upalny dzień przyjemna odmiana, gdy kawałek idzie się w cieniu. Na szlaku trochę atrakcji, ale bez problemu da się przejść.
Po chwili wychodzimy z lasu i już pojawiają się zabudowania, szum ulicy i słychać szczekające psy.
Idąc pomiędzy domami, dochodzimy do niewielkiego sklepu i przystanku autobusowego. Rozkład taki, że nie ma co liczyć na podjechanie autobusem do Węgierskiej Górki. Z Żabnicy idziemy zatem w lewo poboczem ul. Księdza Karola Śmiecha.
Na wysokości kolejnego przystanku trzeba odbić w prawo w ul. Rowerową, by dostać się na czerwony szlak i prosta droga do Węgierskiej Górki. Niestety cały czas po asfalcie. Z Żabnicy do stacji jeszcze ok. 4,7 km.

Idąc czerwonym szlakiem, mijamy po lewej stronie schron Wyrwidąb z 1939 (tuż pod szczytem Bukowiny, 511 m n.p.m.). Jednak nie podeszliśmy bliżej – głód w brzuchach zaczynał coraz głośniej domagać się świeżej porcji kalorii, więc trzymaliśmy się trasy. Tym bardziej że szliśmy na pociąg.
Węgierska Górka – gdzie zjeść
Gdy dotarliśmy na miejsce, mieliśmy jeszcze sporo czasu do odjazdu pociągu do Bielska-Białej (tam jeszcze przesiadka na pociąg do Krakowa), więc dobrze się złożyło, bo mogliśmy zjeść spokojnie zasłużony obiad. Trafiliśmy przypadkiem do restauracji Pinta Beskidy – miejsce wspaniałe. Urocza obsługa, smakowite jedzenie i bez problemu dało się zjeść coś wegetariańskiego.
Podsumowanie
Wycieczka długa, bo w naszym przypadku trzeba było doliczyć przejazd z Krakowa i powrót, ale satysfakcjonujące 18 km, przepiękne widoki. Kulinarnie także wyjazd okazał się wyjątkowo udany. Jeśli wybierasz opcję w drugą stronę, czyli z Węgierskiej Górki przez Halę Boraczą do Milówki, to trasa będzie zdecydowanie bardziej męcząca, bo podejście od Żabnicy miejscami strome. Na jednej polanie kąt nachylenia dość konkretny i podejście byłoby mozolne.
























