Przez wyjazdem do Bułgarii przeczytałam kilka przewodników, pogrzebaliśmy w Internecie i z opisów wynikało, że Melnik koniecznie trzeba odwiedzić. Miasteczko jawiło się jako klimatyczne i urokliwe. Do tego jeszcze kusiło winem. Tak rozpisałam trasę, by koniecznie przyjechać, choć na kilka godzin do Melnika – czyli najmniejszego miasta Bułgarii. Na miejscu okazało się, że… Zacznijmy jednak od faktów, a potem będą wrażenia.
Melnik – niezwykłe położenie miasteczka
Niewielkie miasteczko Melnik (Мелник) wtopione jest w wąską dolinę u stóp gór Pirin (Пирин). Otaczają je poszarpane formacje z piaskowca, zwane melnickimi piramidami (Мелнишки пирамиди), które można też podziwiać od strony pobliskiego monastyru Rożeńskiego.
Melnik – kilka słów o historii
Melnik lata świetności ma już dawno za sobą. Kiedyś liczył nawet 20 tysięcy mieszkańców. Obecnie mieszka tutaj według różnych danych 200 – 400 osób. Jak to w Bułgarii – przez wieki przewinęli się tutaj Trakowie, Rzymianie. Od 1395 do 1912 miasto podlegało Imperium Osmańskiemu.
W XVII wieku Melnik bogacił się na produkcji wina. Złote czasy Melnika to XVIII wiek –miasto utrzymywało kontakty handlowe m.in. z Wiedniem i Wenecją.
Warto wspomnieć, że na przełomie XIX i XX wieku Melnik zamieszkiwali głównie Grecy, a do obecnej granicy bułgarsko-greckiej stąd tylko ok. 30 kilometrów.
Kryzys dotarł do miasteczka już pod koniec XIX, a II wojna bałkańska (1913) dokonała dzieła upadku. Wiele domów od lat popada w ruinę, choć inne zamieniają się w luksusowe hotele.
Wino z Melnika
Od czasu do czasu lubimy napić się wina, więc mieliśmy nadzieję, że dzięki wizycie w Melniku uzupełnimy zapasy w naszej piwniczce. Warto nadmienić, że wino w Melniku produkuje się od połowy XIV wieku.
Odwiedziliśmy pierwszy sklep i od razu szok. Wino sprzedawane w butelkach PET, wino wystawione w upalny dzień na stojakach na ulicy, wino leżące w pełnym słońcu. Od razu odechciało nam się wina. Melnik – zagłębie winiarskie? Oferta zdecydowaie nie dla miłośników trunków. Wielkie rozczarowanie takim traktowaniem darów Bachusa. Tym samym na zwiedzanie muzeum wina już nie mieliśmy ochoty, skoro tak traktuje się tutaj wino.
Wieczorem zajrzałam jeszcze raz do przewodnika po Bułgarii. A tam ostrzeżenie, że handlarze winem dają klientom do spróbowania lepsze wina niż te, które sprzedają w butelkach.
Szwendanie się po Melniku
Główna ulica Melnika ciągnie się teoretycznie wzdłuż górskiego potoku. Niestety Melniszka nie miała ani grama wody, wyglądała wręcz apokaliptycznie. Musimy przyznać, że widok suchego koryta tak nas przygnębił na wstępie, że mieliśmy ochotę odwrócić się na pięcie i na tym zakończyć wizytę Melniku. W jednym z przewodników autorzy sygnalizowali, że koryto najczęściej bywa suche, ale nie uprzedzili, że wygląda to dość koszmarnie.
Może Tobie uda się być tutaj w takim momencie, gdy szum potoku doda miasteczku uroku.
Z tyłu głowy jednak szeptał głosik, że trzeba dać miasteczku szansę. Ruszyliśmy dalej po brukowanej ulicy. Kurz i pył wgryzały się w oczy, a momentami trudno było oddychać. Najgorzej było, gdy minął nas samochód, a drobiny tańczyły w powietrzu. Byliśmy jednak twardzi i szliśmy dalej. Wdrapaliśmy się na wzgórze z ruinami cerkwi.
Trzeba przyznać, że tradycyjne bułgarskie domy prezentowały się znakomicie, bo bułgarska architektura dawno skradła nam serca. I dla tych domów warto tu przyjechać i nacieszyć oczy.
Mrożona kawa w Melniku
Gdy już oblecieliśmy z grubsza miasteczko i planowaliśmy wdrapać się na pagórki z innymi zabytkami (m.in. Dom Kordopułowa / Кордопуловата къща z 1758) przyszła pora na przerwę. Byłam tak już zmęczona upałem, że tylko kawa mrożona mogła przywrócić mnie do życia. Kawa mrożona – zachciało się babie fanaberii. Zapomnij – taki wynalazek nie dotarł do Melnika.
Nawet gałki lodów zamówić się nie dało, żeby samemu zrobić sobie affogato. Lodu w knajpie też nie mieli. Po trzeciej próbie negocjacji odpadłam. To już przelało czarę goryczy. Brakowało jeszcze tekstu w zakopiańskim stylu „mocie”, gdy szklanka leci po stole. Obsługa w knajpach sprawiała wrażenie znudzonej i ewidentnie nastawiona była na jednorazowego klienta.
Podsumowanie
Stawiamy sprawę uczciwie – nie będziemy się zachwycać czymś, bo inni się zachwycają. Takie są nasze wrażenia i taka była wtedy pogoda (susza i upał), która zapewne wyostrzyła nam zmysły.
Czytałam przed wizytą w Melniku wpisy blogerki, która specjalizuje się w Bałkanach. Same zachwyty nad Melnikiem, ale już w komentarzach czytelników pojawiały się opinie, że Melnik to „dziadostwo jak nasze Zakopane”. Nam się i tak udało, bo byliśmy w październiku, w środku tygodnia, więc obyło się bez dzikiego tłumu, a do kiczu zakopiańskiego na szczęście jeszcze Melnikowi daleko.
Cały czas mamy jednak wrażenie, że Melnikowi należy dać drugą szansę – wpaść w kwietniu lub pod koniec października, bo jest potencjał. Może mieliśmy pecha, ale opisy Melnika z innych blogów nijak nie przystawały do tego, czego doświadczyliśmy. Na szczęście góry piękne i dostojne.














