Torpedownia Babie Doły w Gdyni to miejsce, które znaliśmy do tej pory jedynie ze zdjęć. Ruiny wyłaniające się z morza, drewniane pale wyznaczające linię w stronę tajemniczego obiektu, przyciągają miłośników mrocznych historii. Torpedownia Babie Doły stanowi także atrakcję dla tych, którzy pasjonują się historią XX wieku. Przyciąga nie tylko amatorów, ale też profesjonalnych fotografów. W Internecie znajdziesz wiele zdjęć torpedowni o świcie, o zachodzie słońca, w okowach lodu itd. Zobacz, jak prezentowała się torpedownia w ostatnim dniu lutego, a jednocześnie w ostatnim dniu meteorologicznej zimy.

Babie Doły na przełomie pór roku
Trafiliśmy tutaj akurat w takim momencie, gdy zima już przegrywała z wiosną. Śnieg i lód najlepsze chwile oślepiania bielą miały już dawno za sobą. Już nie radowały oczu zimową czystością. Resztki śniegu wyglądały jak po ciężkich przejściach, gotowe do kapitulacji i ewakuacji.
Najważniejsze, że o 9 rano w okolicy kręciły się pojedyncze osoby i nikt nikomu nie przeszkadzał w robieniu zdjęć.

Krótka historia torpedowni Babie Doły
Torpedownię zbudowali Niemcy podczas II wojny światowej, a działać zaczęła w 1942 roku. Służyła hitlerowcom do badania skuteczności broni podwodnej, a dokładniej torped lotniczych. Testowano także systemy odpalania torped. Stąd odpalano torpedy w stronę Juraty i Jastarni.

Torpedownię zaprojektowano jako czterokondygnacyjny budynek w kształcie litery U. Między głównym korpusem a skrzydłami znajdowały się kanały o szerokości 6 metrów i głębokości 7 metrów. Budynek wyposażono w 2 wyrzutnie torped. Wystrzeliwane torpedy wyłapywały specjalne sieci.

W hali montażowej łączono elementy dostarczane kolejką wąskotorową. Linia kolejowa łączyła Babie Doły również z pobliskim Oksywiem. Ważny element stanowiła także wieża obserwacyjna wykorzystywana m.in. do obserwowania prób torped zrzucanych z samolotów.

Można doczytać, że prowadzono tutaj nawet 200 prób dziennie, co pomogło szybko dopracować torpedę lotniczą F5b.

Ośrodek działał do wiosny 1945 roku. Z pomostu łączącego torpedownię ze stałym lądem niemieckie statki zabierały Niemców (cywilów i rannych żołnierzy) uciekających przed Armią Czerwoną. Ostatni transport odpłynął z Babich Dołów 5 maja 1945.

W niemieckich materiałach to miejsce zwie się Torpedowaffenplatz Gotenhafen-Hexengrund. Gdynia została przemianowana w czasie okupacji na Gotenhafen. Natomiast Hexe po niemiecku znaczy czarownica. Jednak trzeba przyznać, że polska nazwa tej miejscowości już takich mocy babom nie przypisuje.
Torpedownia po wojnie
Po zakończeniu wojny torpedownia powoli niszczała, wysadzono nawet pomost kolejki wąskotorowej prowadzący do budynku. Wyposażenie torpedowni najprawdopodobniej wywiozła Armia Czerwona. Z czasem basen portowy się zamulił, zawaliła się ściana frontowa budynku.

Dojazd
Oczywiście możesz przyjechać samochodem, ale bez problemu dotrzesz tutaj także bezpośrednim autobusem miejskim z centrum Gdyni. Autobus linii 109 nawet w weekendy kursuje regularnie, a w wakacje autobusy dojeżdżają bliżej plaży. Szczegóły łatwo sprawdzić na stronie https://zkmgdynia.pl.
Wysiadasz na końcowym przystanku Babie Doły. Możesz iść dalej drogą biegnącą obok budynków wojskowych lub wdrapać się w górę, by przejść przez osiedle, a następnie schodami zejść na plażę. My poszliśmy najpierw między niedużymi blokami, a na pętlę autobusową wracaliśmy chodnikiem koło zabudowań wojskowych.

Do samej torpedowni legalnie nie można się dostać, choć znajduje się zaledwie ok. 300 metrów od brzegu. Pozostaje przyglądać się z daleka. Lornetka może się przydać.
Podsumowanie
Miejsce zaprojektowane kiedyś, by usprawnić system eliminowania wrogów, stało się po kilkudziesięciu latach atrakcją turystyczną. Ruiny torpedowni w Babich Dołach dostrzegli także filmowcy – zagrała w serialach „Czterej pancerni i pies”, w „Kryminalnych”. I pewnie jeszcze nie raz zostanie wykorzystana.
