Czerna koło Krzeszowic słynie z malowniczo położonego klasztoru karmelitów bosych. Sanktuarium pielgrzymkowe przyciąga nie tylko wiernych, ale i miłośników zabytków – głównie z Małopolski i Śląska, co widać dobrze, gdy spojrzymy na tablice rejestracyjne zaparkowanych samochodów. Czerna to także gęste lasy, pobliskie źródełka, wodospad, kapliczki i diabelski most. Żółty szlak z Krzeszowic do Czernej łączy w sobie walory przyrodnicze i architektoniczne, a także duchowe. Lubisz urozmaicone szlaki, z nutką tajemnic i ciekawostek historycznych? Żółty szlak powinien Cię usatysfakcjonować.

Opis szlaku pieszego
Za punkt startowy przyjmujemy dworzec kolejowy w Krzeszowicach – do przejścia do celu mamy ok. 5 kilometrów. Wysiadamy z pociągu i skręcamy w stronę budynku dworca, potem w prawo. Idziemy ulicą wzdłuż wiaduktu. Dochodzimy do dużego przejścia ze światłami i już widzimy oznaczenia szlaków na drzewie.

Teraz trzymamy się żółtego szlaku. Do Czernej wyznaczono także szlak rowerowy, więc jeśli Twoją pasją są wycieczki rowerowe – polecamy. Po lewej mijamy szpital rehabilitacyjny i docieramy do parku. Za drzewami przebija kościół św. Marcina z Tours

Park w Krzeszowicach
Podążając za znakami, idziemy przez park. Potem szlak prowadzi raz prawym, raz lewym brzegiem Krzeszówki.

Piękną aleją dochodzimy do ostatniego mostku i przechodzimy na prawą stronę. My jeszcze zeszliśmy na chwilę na polankę na Krzeszówką i ten widok bardzo nam się spodobał.

Wracamy na szlak i po chwili przechodzimy przez drogę (nie ma w tym miejscu wyznaczonego przejścia dla pieszych, ale w niedzielę ruchu praktycznie nie było). Idziemy dalej prosto i dochodzimy do ważnego miejsca, o którym chyba zapomniano, malując oznakowanie szlaku.
Koncentracja na szlaku
Na wprost mamy pole za krzakami, na lewo betonowy mostek i straszenie terenem prywatnym, w prawo też nie wygląda to, jak wydeptany szlak i zaraz widać kolejną tabliczkę straszącą prywatnymi włościami. Można się tu lekko zirytować, ale trzeba skręcić w prawo, a po chwili w lewo i iść wzdłuż pola, koło pojedynczych palików. Idziemy w kierunku widocznych dachów domów, które wystają w oddali poniżej linii pola.

Na końcu skarpa – można zejść po schodkach po lewej stronie. Dochodzimy do młyna (ul. Kasztanowa 19). Wchodzimy naprzeciwko niego tam, gdzie jest wąsko i idziemy wzdłuż kanału. Po chwili mamy wodę i po prawej i po lewej stronie, a do tego na dwóch różnych poziomach wysokości.

Po lewej zbocze i widać skały między drzewami. Dochodzimy do terenu przemysłowego, a po chwili dochodzimy do ulicy. Teraz już pójdziemy kawałek chodnikiem.
Kopalnia w Czatkowicach
Po prawej stronie wielgaśny obiekt – kopalnia wapienia karbońskiego w Czatkowicach. Na szczęście w weekend cisza i pusto przed bramą zakładu. Dookoła jednak pełno białego pyłu, a auta parkujące koło domów pokryte białym proszkiem.

Idziemy jeszcze chwilę prosto i skręcamy w prawo. Ten zakręt oznakowany wzorcowo.

Źródełka i kapliczki przy żółtym szlaku
Docieramy do punktu, w którym zatrzymamy się na chwilę. Chwila odpoczynku przy źródle św. Józefa. Teraz szlak wiedzie już poboczem, pamiętaj, by iść dalej po lewej stronie drogi.
Potem mijamy jeszcze źródełko św. Elizeusza.

Mijamy także przydrożną kapliczkę z Jezusem.

Wreszcie ostatni fragment przed nami – ostro w górę wdrapujemy się pod klasztor.

Początki klasztoru w Czernej
Dzieje klasztoru związane są z Agnieszką Firlejową z Tęczyńskich (1578-1644), wojewodziną krakowską, która ufundowała klasztor karmelitów bosych w Czernej koło Krzeszowic. Wykupiła w latach 20. XVII wieku grunty na potrzeby zakonników, a w 1631 przekazała je oficjalnie zakonowi. Pierwsi zakonnicy zamieszkali w Czernej w 1633 roku.

Kościół św. Eliasza i jedno skrzydło klasztoru zbudowano w latach 1631-1640, a budowę klasztoru skończono w 1650. Zbudowano także mury o długości 4 kilometrów, które otaczały teren klasztoru.

Później jeszcze Agnieszka podarowała zakonowi obrazy, szaty liturgiczne, naczynia. Zanudzać historią klasztoru w kolejnych stuleciach zanudzać nie będziemy, a zainteresowanych odsyłamy na oficjalną stronę karmelitów z Czernej.


Kościół św. Eliasza
Gdy przekroczymy mur klasztoru, najpierw „wita nas” stojąca w grocie figura św. Eliasza.
Zajrzyjmy teraz do kościoła pod wezwaniem św. Eliasza, do wyposażenia którego wykorzystano między innymi czarny marmur.

Główny ołtarz wykonali rzeźbiarze Bartłomiej Stopano i Szymon Spadi związani z pobliskim kamieniołomem marmuru w Dębniku nieopodal Czernej. Obraz przedstawiający anioła karmiącego św. Eliasza wyszedł spod pędzla Tomasza Dolabelli (ok. 1570-1650) – nadwornego malarza króla Władysława IV.

Cmentarz przy klasztorze
Bardzo długo, bo do lat 30. XIX wieku zmarłych karmelitów chowano w podziemiach kościoła, a cmentarz wyznaczono dopiero w latach 40. XIX wieku.

W rogach cmentarza kapliczki: św. Teresy od Jezusa, św. Marii Magdaleny, św. Józefa – patrona dobrej śmierci.

Zatrzymajmy się na chwilę przy grobie generała Aleksandra Błędowskiego. Pomnik w kształcie sarkofagu ozdobionego antycznym hełmem, orłem z koroną, a także mieczem i wieńcem wawrzynu ufundował swojemu przyjacielowi generał Stanisław Klicki (1775-1847). Nagrobek wykonał rzeźbiarz Ferdynand Kuhn.
Aleksander Błędowski (1788-1831) w 1809 zaciągnął się do wojska Księstwa Warszawskiego. Za kampanie 1812 i 1813 odznaczony Virtuti Militari, Legią Honorową i Orderem Obojga Sycylii. Od 1815 w armii Królestwa Polskiego.

Brał udział w powstaniu listopadowym. Ranny pod Wawrem – kula armatnia uszkodziła mu nogę, którą trzeba było amputować. Dostał się do niewoli rosyjskiej, jednak po kilku dniach zwolniony przez generała Geismara. Wyjechał do Galicji. Zmarł na cholerę 25 lipca 1831 w Krzeszowicach.


Ścieżki drogi krzyżowej
Wdrap się na ścieżki drogi krzyżowej – stamtąd rozciąga się najlepszy widok na klasztor.



Muzeum – zabytki i historia klasztoru karmelitów w Czarnej
Wchodzimy do muzeum, którego pierwsza sala przypomina starą bibliotekę.

W kolejnych pomieszczeniach dokumenty, szaty i naczynia liturgiczne, ale też wiele innych ciekawych eksponatów.

Muzeum misyjne
Na najniższym poziomie znajduje się niewielkie muzeum misyjne, ale tam tylko wsadziliśmy głowę.

Posiłek regeneracyjny w klasztorze
Przy klasztorze działa także restauracja – ceny przyzwoite, a porcje spore, więc może nabrać sił przed dalszym zwiedzaniem okolicy.
Diabelski Most
Najszybciej do ruin mostu eremickiego dotrzesz, gdy zejdziesz chodnikiem do rozwidlenia drogi (koło przystanku autobusowego). Nazywany najczęściej Mostem Diabelskim. W czasach świetności miał 120 metrów długości, 9,5 m szerokości oraz 18 m wysokości. Wsparty był na 13 arkadach, a u wejścia i u wylotu stały figury świętych. Dlaczego diabelski? Wg miejscowej legendy diabeł mocno mieszał i przeszkadzał przy jego budowie.

Od 1889 r. z powodu daleko posuniętego zniszczenia most nie używany; dziś pozostaje w ruinie. Pierwotnie w lesie na obu wzgórzach znajdowało się 12 domków pustelniczych z kaplicami, zbudowanych w XVII wieku.

Źródełko Eliasza
Do źródełka możesz wybrać się z dolnego parkingu przy klasztorze lub od strony diabelskiego mostu.

Źródełko św. Eliasza (proroka Eliasza) zwane Źródłem Miłości, do czego nawiązuje ocembrowanie w kształcie serca. Obok wzniesiono kapliczkeę św. Eliasza (1848).

Dojazd pod klasztor i parkingi
Oczywiście do klasztoru może dotrzeć samochodem. Koło klasztoru wyznaczono dwa duże parkingi. Kilka miejsc znajdziesz poniżej klasztoru, w rejonie diabelskiego mostu, tam, gdzie rozwidla się droga – w lewo w górę do klasztoru, a w prawo w dół w stronę źródełka św. Eliasza.

Autobus do Czernej
Sprzed dworca kolejowego (zatoczka między budynkiem dworca a parkingiem, zaraz na lewo od wyjścia z tunelu) odjeżdża autobus A10, którym można dostać się pod klasztor (docelowo jedzie do Olkusza). Rozkład sprawdź na stronie Kolei Małopolskich.
Można też przyjechać autobusem, a wrócić pieszo lub na odwrót. Oczywiście więcej połączeń w dni robocze.

Podsumowanie
Wycieczkę do źródełka w Czernej zrobiliśmy ponad 20 lat temu. Wtedy jednak do klasztoru nie zajrzeliśmy, tylko poszliśmy dalej aż do Ojcowa. Tym razem to właśnie klasztor był naszym celem. Jak to się stało, że nigdy tu nie dotarliśmy wcześniej? Pewnie w myśl starego przysłowia – cudze chwalicie, swego nie znacie.



