Hrobacza Łąka – szczyt (828 m n.p.m) w Beskidzie Małym. Wydawać by się mogło, że wysokość mizerna, ale podejście zielonym szlakiem sprawi, że łydki i pośladki poczują sporą dawkę ciepełka. W nagrodę za wysiłek czekają na Ciebie widoki w 2 strony świata i satysfakcja. Już przechodzimy do konkretów, by zachęcić Cię do wizyty w Kozach i wdrapania się na Hrobaczą Łąkę.

Hrobacza Łąka zielonym szlakiem
Zielony szlak wyznaczono całkiem niedawno, bo w 2021 roku. Jeśli był_ś na Hrobaczej Łące dawno temu, warto przetestować nową trasę.
Dotarliśmy do Kóz pociągiem, więc stację kolejową uznajemy za punkt startowy. Od samego początku szlaki dobrze oznakowane i opisane. Najpierw idziemy uliczkami miejscowości Kozy, mijamy przepiękny kościół Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza (warto zwiedzić w drodze powrotnej) oraz kapliczkę z zabytkową figurą św. Jana Nepomucena.

Kaplica „Pod Panienką”
Pojawia się na naszej trasie kolejny charakterystyczny obiekt, znany jako kaplica „Pod Panienką” (kaplica Matki Bożej Koziańskiej). Kapliczkę w 1908 ufundowała Józefa Nogalik, żona wójta Kóz. Oryginalna figura została przeniesiona do kościoła.

Idziemy dalej zielonym szlakiem
Wchodzimy w las i po przyjemnym spacerze, jedynie ostatnie podejście bardziej strome i wychodzimy na otwartą i płaską przestrzeń. Docieramy do dawnego kamieniołomu w Kozach.
Na początek zatrzymujemy się przy lunetach, które – co niezwykłe – działają 😉

Po chwili naszą uwagę przykuwa koza, ale nie taka mecząca i wszystkożerna. Drewniana figura kozy strzeże kamieniołomu i z dumą spogląda na okolicę.
Kamieniołom w Kozach
Kamieniołom w Kozach zaczął działalność w 1910 – wówczas należał do Mariana Czecha (pałacyk Czechów znajdziesz w Kozach obok kościoła). Pozyskiwane kruszywo (piaskowiec lgocki) wykorzystywano głównie do budowy linii kolejowych i nowych dróg.

Zakład działał do początku lat 90. XX wieku. Można podejść w rejon ściany dawnego kamieniołomu, ale zdecydowanie nie radzimy przekraczać wyznaczonych linii, bo słychać spadające kamyczki.

Staw w kamieniołomie
Malowniczo prezentuje się staw w dawnym wyrobisku wgłębnym. Silne marcowe światło odbija się w wodzie i nadaje jej ciekawe odcienie.

Woda już w latach 60. XX wieku samoistnie zalała wyrobisko, a osuszanie było już nieopłacalne.

Zbiornik niewielki, podobno miejscami głębokość sięga 2 metrów. Przypuszczamy, że w wodzie żyją ryby, skoro na brzegu można spotkać skoncentrowanych wędkarzy 😉 Doczytaliśmy, że staw zarybiono jeszcze w czasie, gdy działał kamieniołom.

Widać, że przyroda odzyskuje panowanie nad terenem. Pagórki porośnięte mchem zauroczyły nas.

Teraz ostro pod górę
Gdy już obeszliśmy staw, ruszamy dalej zielonym szlakiem. Przed nami najbardziej wymagający fragment trasy. Mozolne wdrapywanie się. Zdecydowanie lepiej wchodzić niż schodzić tym szlakiem.


Krzyż i punkt widokowy na Hrobaczej Łące
Dochodzimy wreszcie do wypłaszczenia, skręcamy w prawo i po chwili docieramy pod krzyż i na platformę widokową.

Krzyż milenijny na Hrobaczej Łące
Z punktu widzenia turysty zdecydowanie bardziej pasowałaby w tym miejscu wieża widokowa. Jeszcze w latach 90. XX stała w tym miejscu drewniana wieża triangulacyjna.

Odrobinę przytłaczający swoim rozmiarem krzyż liczy aż 35 metrów wysokości, natomiast jego ramiona mają rozpiętość 10,5 metra. Krzyż w nocy podświetlają lampy i widać go nawet z Bielska-Białej.
Platforma widokowa
Podest z kratownicy zachęca do zrobienia sobie pamiątkowego zdjęcia z wycieczki. Widać Kozy, Bielsko-Białą, gdzieś tam podobno jezioro Goczałkowickie.


Hrobacza Łąka – prywatne schronisko
Pod szczytem znajduje się prywatne schronisko. Miejsce odebraliśmy jako bardzo nieprzyjazne. Weszliśmy do środka, nawet nie zdążyliśmy zakręcić w stronę bufetu, bo kolejka spora, gdy już obróciliśmy się pięcie. Między ludźmi przepychał się ktoś z obsługi, gromko obwieszczając, że to schronisko prywatne, a nie PTTK. I coś o tym, że nie wolno tu jeść swojego jedzenia. Na taki „przyjazne” komunikaty mamy alergię. Nie wiemy, czy po łące też ganiał i kontrolował ludzi. Zjedliśmy zatem bardzo dobrą pizzę koło kościoła w Kozach z przesympatyczną obsługą i nikt nas nie traktował jak przedszkolaków.

Punkt widokowy pod schroniskiem
Na odcinku pomiędzy krzyżem i schroniskiem, patrząc kierunku schroniska, po prawej znajdziesz ścieżkę do punktu widokowego. Zobaczysz stąd Jezioro Międzybrodzkie, Babią Górę i Pilsko, Skrzyczne i Klimczok, a nawet Tatry Zachodnie.

Żółtym szlakiem do Kóz
Od schroniska wracamy w stronę krzyża i skręcamy w lewo. Tym razem podążamy już żółtym szlakiem (szlak papieski) w dół, w stronę Kóz.

Przełęcz u Panienki
Dość szybko docieramy do miejsca znanego jako Przełęcz u Panienki. Znajduje się tutaj kapliczka. Zgodnie z lokalnymi przekazami ufundował ją w 1884 roku Juliusz Beinlich. Dlaczego akurat tutaj? Jako podziękę za ocalenie od ataku watahy wilków.


Krótkie podejście na Groniczki
Z żółtego szlaku można zrobić błyskawiczny stromy wypad czerwonym szlakiem na Groniczki (833 m n.p.m.) – warto dla widoków. Czerwony szlak wiedzie dalej do Straconki (dzielnica Bielska-Białej), ale nas tym razem interesowała pętla z Kóz do Kóz.
Jak dojechać
Z Krakowa i z Bielska-Białej do stacji Kozy dojedziesz pociągiem. Nie trzeba się wtedy martwić o parkowanie.
Z Bielska-Białej można dojechać także autobusem linii 109 (do pętli „Kozy Kamieniołom”) i 112, aktualne połączenia sprawdź na stronie przewoźnika Komunikacja Beskidzka.

Gdzie zaparkować
Jeśli przyjedziesz do Kóz samochodem, możesz zaparkować obok stacji kolejowej lub obok kościoła.
Już pod lasem, bardzo blisko kamieniołomu, przy zielonym szlaku, zaparkujesz przy ulicy Panienki (wpisz w nawigację Panienki 61 i trafisz bez problemu).
Przy żółtym szlaku też jest parking (ul. Beskidzka), ale zdecydowanie bardziej oblegany niż ten przy zielonym szlaku.

Podsumowanie
Bardzo przyjemna i urozmaicona wycieczka. Można odpocząć i nad wodą, i na polanie koło schroniska. Żółty szlak w dół nie sprawia większej trudności, więc spotkasz wiele rodzin z maluchami i psami. Pomysł, by wejść zielonym a zejść żółtym to w naszym odczuciu dobry układ. Schodzi się bardzo szybko, bez żadnych technicznych trudności.







