Na Hradčany dociera chyba każdy turysta, który odwiedza Pragę. Tymczasem Galeria Obrazów Zamku Praskiego (Obrazárna Pražského hradu) przyciąga jednak zdecydowanie mniej gości. Galeria przegrywa z katedrą św. Wita i Złotą Uliczką. Zwłaszcza pomijana przez tych, którzy wpadają do Pragi na jeden dzień. Zaliczasz się do miłośników sztuki? Lubisz malarstwo dawnych mistrzów? Uwzględnij również Prague Castle Picture Gallery w swoim planie. Wśród zgromadzonych dzieł Tycjan, Rubens, Holbein, Cranach, Veronese, Tintoretto. Brzmi kusząco?

Dzieje praskiej kolekcji
Dzieje powstania kolekcji sięgają XVI wieku, gdy cesarz Rudolf II (1552-1612) zaczął gromadzić dzieła sztuki. Zaczątkiem kolekcji były m.in. dzieła, które odziedziczył po hiszpańskich krewnych.

Niewątpliwie za rok powstania kolekcji można uznać 1583, gdy cesarz Rudolf II zainicjował rozbudowę zamku. Jednocześnie na jego zlecenie rozpoczęto kupowanie dzieł sztuki w całej Europie, a kilka wybudowanych nowych pomieszczeń przeznaczono właśnie dla powstającej kolekcji.

Rudolf II nie tylko zapraszał artystów na swój dwór, ale także stwarzał im dogodne warunki do pracy.
Wiadomo, że był mecenasem wielu artystów, a pod jego skrzydłami tworzyli: Bartholomeus Spranger, Hans von Aachen, Giambologna (Giovanni da Bologna), Giuseppe Arcimboldo, Aegidius Sadeler, Roelandt Savery, Joris Hoefnagel i Adriaen de Vries.

Losy galerii po śmierci cesarza
Gdy Rudolf II zmarł w 1612 roku, zbiory liczyły ponad 3000 dzieł. Po śmierci monarchy zinwentaryzowano zbiory uchodzące wówczas za największą kolekcję w Europie. Bez wątpienia nie było drugiej tak niezwykłej kolekcji sztuki dzieł północnego manieryzmu w Europie.

Niestety zawirowania historii sprawiły, że tylko kilka dzieł z kolekcji z czasów Rudolfa II wchodzi obecnie w skład Galerii Obrazów Zamku Praskiego.
A gdzie się podziały? Wiele niestety przepadło bezpowrotnie – skutek uboczny słynnej bitwy pod Białą Górą (1620), gdy dzieła wywiózł Maksymilian I Bawarski, a jego żołnierze po prostu wiele z nich zniszczyli.

Warto zaznaczyć, że niektóre z dzieł z kolekcji Rudolfa II znalazły się nawet w Szwecji jako skutek uboczny wojny 30-letniej. Niestety część z nich spłonęła podczas pożaru zamku w Sztokholmie w 1697, a sporo z nich później po prostu sprzedano.
Warrto zauważyć, że za czasów czechosłowackiego prezydenta T.G. Masaryka zaczęto znowu kupować dzieła do praskiej kolekcji.
Dopiero w połowie lat 60. XX wieku dawne stajnie pod Salą Hiszpańską zaadaptowano na potrzeby Galerii Obrazów Zamku Praskiego.

Galeria Obrazów Zamku Praskiego – wybrane prace
Stała wystawa w Galerii Obrazów Zamku Praskiego obejmuje ponad 100 obrazów. To tylko niewielki fragment liczącej ponad 4000 dzieł kolekcji.
Przyjrzyjmy się zatem kilku dziełom i artystom bliżej. Nasz wybór oczywiście bardzo subiektywny, bo taki właśnie jest urok sztuki – każdego potrafi zaintrygować coś innego.

Cornelis Corneliszon van Haarlem, Bachanalia (przed 1600)
Zatrzymajmy się najpierw przy Bachanaliach, pracy jednego z najwybitniejszych mistrzów manieryzmu.
Cornelis Corneliszon van Haarlem (1562, Haarlem – 1638, Haarlem), kształcił się w Rouen i Antwerpii. Współzałożyciel Akademii haarlemskiej – pierwszej holenderskiej akademii sztuki, reformator gildii św. Łukasza w celu podniesienia rangi zawodu.
Zatrudniony na stanowisku malarza miejskiego Haarlemu dostawał liczne zlecenia od miasta. Co ciekawe, poślubił córkę burmistrza, a w 1605 po śmierci teścia zyskał 1/3 sporego majątku po nim.
Malował portrety, także grupowe, jak również sceny biblijne i mitologiczne.

Lucas Cranach starszy, Niedobrana para
Stańmy teraz na dłużej przy obrazie Niedobrana para – stary głupiec i młoda kusicielka, datowanym na ok. 1531.
Młoda kobieta stoi plecami do widzów, ale jednocześnie ma głowę ma skierowaną do nas. Uśmiecha się także do nas, a nie do starca. Jej uśmiech ma w konsekwencji odwrócić naszą uwagę od jej dłoni, którą wkłada do sakiewki. Niewątpliwie sprośne myśli mężczyzny o jakże paskudnym obliczu skutecznie otępiły jego uwagę. Naprawdę drogo go będzie kosztować ta chwila uścisków.

Niedobrana para to temat powtarzający się wielokrotnie u Cranacha starszego, który wiązał się także z coraz popularniejszym luteranizmem i wpajaną moralnością. Jak wiadomo, Lucas Cranach był blisko związany z Marcinem Lutrem, sam również przeszedł na luteranizm. Ich zażyłość może ilustrować fakt, że malarz był nie tylko świadkiem na ślubie Lutra, ale także ojcem chrzestnym syna religijnego reformatora.
Lucas Cranach starszy (1472-1553) w 1505 roku zamieszkał w Wittenberdze, gdzie pracował jako nadworny malarz księcia-elektora Fryderyka Mądrego. W 1508 w uznaniu zasług książę uhonorował mistrza nawet prawem do posługiwania się herbem ze skrzydlatym smokiem.
Cranach pracował na zlecenie elit świeckich, jak i duchownych. Liczne zamówienia na portrety pozwalały mu godnie żyć, choć liczba zamówień powodowała, że nie zawsze potrafił zadbać o jakość.
Zbudował dom w Wittenberdze, w którym miał także pracownię. Wiódł dostanie życie jako szanowany mieszkaniec miasta, a nawet 3 razy piastował urząd burmistrza.
Hans Holbein młodszy, Portret Lady Vaux
Hans Holbein młodszy (Augsburg, 1497 – Londyn 1543) kształtował swój artystyczny warsztat w duże mierze pod wpływem ojca. W 1519 uzyskał tytuł mistrza cechu malarzy w Bazylei, a w 1532 przeniósł się do Anglii. Wiadomo również, że pracował jako nadworny malarz króla Henryka VIII. Specjalizował się w portretach. Tyle w wielkim skrócie.

Portret Lady Vaux przypomina współczesne zdjęcia do dokumentów. Neutralny, lekko pogodny wyraz twarzy. Tułów delikatnie skierowany w lewo, a kobieta patrzy przed siebie.
Czarne nakrycie głowy zlewa się z czarnym tłem. Dopiero z bliska widać, gdzie kończy się jedna czerń, a gdzie zaczyna druga.
Co wiemy o lady Vaux?
Elizabeth Vaux (1509-1556), córka sir Thomasa Cheneya. Wyszła w 1523 za mąż za barona-poetę Thomasa Vaux. Para doczekała się 3 dzieci.
Pokłon Trzech Króli
Na pierwszym planie podniosła scena. Madonna z Dzieciątkiem i królowie pełni powagi, dostojeństwa i skupienia. Spójrzmy, co dzieje się w tle – tam toczy się normalne życie, Betlejem tętni swoim codziennym rytmem.

Po prawej stronie św. Bawon (patron Haarlemu) i fundator ołtarza, a po lewej św. Hadrian i żona fundatora.
Wiadomo, że ołtarz „Pokłon Trzech Króli” (tempera na desce) namalował Geertgen tot Sint Jans (ur. ok. 1460 – zm. przed 1495). Niewiele jednak wiadomo o życiu tego niderlandzkiego malarza, który zmarł bardzo młodo. Przypuszcza się, że choć mieszkał w klasztorze joannitów w Haarlemie, nie miał jednak święceń, tzw. brat świecki. Przypuszcza się, że namalował także ołtarz dla klasztoru.
Zajmował się malarstwem tablicowym. Zachowało się kilkanaście jego prac.
Krajobraz z młynem wodnym
Poświęćmy chwilę na Krajobraz z młynem wodnym Pietera Stevensa z ok. 1610. Spójrzmy najpierw całościowo na scenę, a potem przyjrzyjmy się uchwyconym detalom.

Pieter Stevens (ok. 1567, Mechelen – po 1626, Praga), flamandzki malarz, który pracował na dworze cesarza Rudolfa II. Kształcił się w Antwerpii, gdzie w 1589 roku został przyjęty do cechu św. Łukasza i od tej pory mógł wreszcie pracować jako wolny mistrz.
Nad Wełtawą pojawił się po 1591. W 1594 roku został mianowany nadwornym malarzem pejzażowym z pensją 8 guldenów miesięcznie. Z czasem motywy praskie zdominowały jego twórczość.
Po śmierci cesarza wstąpił na służbę na dworze księcia Karola I Liechtensteina.

Stara kobieta z różańcem
„Stara kobieta z różańcem”, obraz olejny z ok. 1633-1639. Autor: Mathias Stom (Stomer).

Mocno pomarszczona staruszka otulona blaskiem ognia, zatopiona w modlitwie, trzymająca różaniec. Wrażenie, że podglądamy starszą panią przez okienko. Wypadałoby szybko przejść dalej, żeby przypadkiem jej nie przeszkodzić, ale ta twarz przyciąga. Zmarszczki i bruzdy intrygują – jakie życie miała ta kobieta? Gdyby tak mogła opowiedzieć nam swoją historię.
Mathias Stom (Matthias Stomer) – niestety niewiele zachowało się informacji o tym barokowym artyście.
Urodził się ok. 1600 (prawdopodobnie) w Amersfoort, zmarł na Sycylii po 1649 roku. Swoje artystyczne życie związał z Italią. Nie wiadomo, gdzie i u kogo się kształcił, ani gdzie mieszkał przed wyjazdem do Włoch. Jego nazwisko pojawia się w Rzymie w 1615, gdzie mieszkał i pracował do 1630. Później żył i tworzył w Neapolu i Palermo.
Specjalizował się w obrazach religijnych, ale malował także scenki rodzajowe. Wiadomo, że namalował 3 obrazy dla księcia Mesyny Antonia Ruffo – znanego mecenasa i kolekcjonera sztuki. Ponadto prace Mathiasa dotarły także na Maltę, ale czy i on sam tam zawitał, tego nie wiadomo.
Do dziś zachowało się ok. 200 prac Mathiasa Stoma.
Dwóch filozofów wg Wolforta
Kolejne znakomite dzieła przed nami. Przed nami dwa portrety, których bohaterowie prezentują różne podejścia do świata i życia. Co więcej – dwa znakomite portrety, które wręcz hipnotyzują swoim artyzmem.
Na pierwszym Śmiejący się Demokryt – pogodny, emanujący ciepłem, łagodnością filozof. Bije od niego dobra energia, spokój. Na przydomek „śmiejący się filozof” Demokryt zasłużył swoją pogodą ducha. Uważał, że najwyższym dobrem i celem życia jest eudajmonia – stan szczęśliwości wynikający z wewnętrznego spokoju i pogody ducha.

Na drugim Płaczący Heraklit – przepełniony rozpaczą, smutkiem. Łzy na twarzy wzmacniają wrażenie potężnych emocji, które go przepełniają. Co więcej, Heraklit znany jako „płaczący filozof”.

Artus Wolfort (1581-1641, inne zapisy nazwiska: Wolffort, Wolffaert, Wolffaerts) urodzony w Antwerpii. Rodzina przeniosła się z malutkim Artusem do Dordrechtu, gdzie później zaczął się kształcić artystycznie. W 1603 został przyjęty do miejscowej gildii św. Łukasza.
Gdy w 1615 przeniósł się do Antwerpii, jego nauczycielem i mistrzem był Otto van Veen, czyli artysta u którego również kształcił się sam Rubens. W końcu Wolfort w 1617 został przyjęty do antwerpskiej gildii św. Łukasza.
Jego mocną stroną były portrety. Malował apostołów, filozofów, proroków itd. Oczywiście ma w swoim dorobku obrazy o tematyce religijnej, w tym ołtarze, a także sceny mitologiczne.
Zaliczany do czołówki flamandzkich malarzy swojej epoki. Zapomniany i odkryty na nowo dopiero w latach 70. XX wieku.
![]() |
![]() |
Podsumowanie
Przed katedrą kłębi się tłum, turyści nawołują się w dziesiątkach języków, przewodnicy prą do przodu jak czołgi, a w galerii nareszcie cisza i spokój, a w każdej sali jedynie kilka osób. Nikt nikomu nie wchodzi pod nogi. Można stać przed obrazem do woli, usiąść na kanapie i chłonąć energię dzieł dawnych mistrzów.



